Marquez, Gabriel Garcia Marquez, Sto lat samotności, Mochola, Hypertekst, Hipertekst, Hipertekstualizm, Postmodernizm, Postmodernism, Postmodern, Hipertext, Hypermedia, Liternet, Intertekstualność, intertekstualny, intertext

Andrei R. Mochola - Zanim wyjedziesz do Macondo

 
 Andrei R. Mochola  Zanim wyjedziesz do Macondo 

 

 

Czy Macondo rzeczywiście istnieje, i jeśli tak, to gdzie? I, chyba przede wszystkim, kiedy? 

Chociaż spór o Macondo trwa już bardzo długo, wciąż wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi, a niemal każda nowa próba odpowiedzenia na nie rodzi kolejne, równie niekończące się – spory. My także spróbujemy postawić kilka pytań i, będąc świadomi towarzyszących nam ograniczeń, spróbujemy udzielić na nie odpowiedzi. Nie uzurpujemy sobie praw do stwierdzania jakichkolwiek prawd ostatecznych – spór o Macondo nadal pozostanie otwarty.

Jako że każdy mniej lub bardziej sensowny wywód dobrze jest podeprzeć stosownym cytatem, nie pozostaniemy bierni wobec ogólnie akceptowanych tendencji – o to i on:

Nic nie jest bardziej otwarte od tekstu zamkniętego. Tyle że jego otwartość jest wynikiem działania inicjatywy z zewnątrz, pewnym sposobem użytkowania tekstu… motto Valéry’ego: “Nie istnieje prawdziwy sens tekstu”, można odczytać na dwa sposoby – że tekstem można posługiwać się tak, jak się chce, i to jest właśnie sposób, który nas tu nie interesuje; i że tekst można interpretować nieskończenie wiele razy, i to jest sposób, którym się teraz zajmiemy [Umberto Eco, Lector in fabula].

 Granice Macondo 

1.0. Spór o Macondo rozwija się na zdecydowanie zbyt wielu płaszczyznach i jest to powód, dla którego nasze rozważania rozpoczniemy od tej najbardziej prymarnej i kontrowersyjnej zarazem, a mianowicie topografii.

1.1. Z tekstu powieści Garcíi Márqueza dowiadujemy się, że Macondo otaczają:

  • od północy – las, przechodzący stopniowo w trzęsawisko, na którego krańcach znajduje się galeon (w czternastym dniu podróży), po następnych czterech dniach można ujrzeć morze;

  • od wschodu – góry, za którymi dalej na wschód znajduje się gdzieś Riohacha;

  • od południa – bagna i olbrzymi świat moczarów bez końca [s. 14]*;

  • od zachodu – moczary i bezkresne rozlewisko wody, rzeka – przychodząca z Riohacha (które to miasto leży na wschód od Macondo, rzeka musi zatem przez Macondo przepływać – za czym optujemy, tudzież omijać miasto od północy lub południa), na brzegu której wędrowcy założyli osadę; nie przekroczyli jej.

Oczywiście położenie stron świata warunkuje nasze aktualne położenie względem kierunku prądu rzeki.

1.2. Jak widać, na tej podstawie granice Macondo nie dają się jednoznacznie określić – są one niezwykle płynne. Dalsze próby dookreślenia granic nie przynoszą nazbyt optymistycznych rezultatów. Otóż góry oddzielają Macondo od przeszłości; rzeka od reszty świata z magicznymi aparatami; las od galeonu, a bagna – sic! – od moczarów. Na swój sposób Macondo rzeczywiście może zostać uznane za wyspę, w dodatku bez wyraźnej linii brzegowej, co oczywiście szalenie ułatwia każdą możliwą nawigację w jej/jego kierunku.

1.3. Macondo jest swoistym mikroświatem, komórką wchodzącą w skład organu, będącego częścią organizmu – jest światem samym w sobie. Zwróćmy uwagę, że w świadomości współczesnego człowieka pojęcie świat nie ogranicza się do pojęcia ziemia, o ile takie ograniczenie nie zostało mu wcześniej celowo narzucone. Świat to wszystko to, co nas otacza; to jest wszystko to, w czym żyjemy, w czym istniejemy. Jednakże ów świat nie jest czymś ostatecznym, ostateczność zakłada bowiem istnienie granic. Świat istnieje jako element znacznie bardziej rozbudowanego wszechświata, z wyznaczeniem granic którego mielibyśmy znacznie więcej kłopotów. Można śmiało założyć, że im bardziej złożona jest struktura, tym trudniej jest wyznaczyć jej granice, wchodzące zaś w jej skład mniejsze substruktury dają się ograniczyć z większą dozą prawdopodobieństwa.

Niby nic szczególnie nowego, a mimo wszystko cieszy.

1.4. Czytelnikom, którzy dobrnęli do tego miejsca i czują, że jest to koniec ich podróży należy się wreszcie jakiś konkret. Gdybyśmy spojrzeli na mapę zanim Aureliano Babilonia odcyfrował pergaminy Melquíadesa, to bez większych trudności odnaleźlibyśmy Macondo. Leżałoby dziś w północnej Kolumbii, w dorzu rzeki Magdaleny, na zachód od północnej części łańcucha górskiego Cordillera Orientál z największym szczytem Punto Christobal Colón (5775 m n.p.m.).

Rzecz jasna bez trudu znajdą się też tacy, którzy temu zaprzeczą.

* Wszystkie cytowane fragmenty powieści pochodzą z tłumaczenia G. Grudzińskiej i K. Wojciechowskiej, Kraków 1977.

Kategorie początku i końca


Rambler's Top100 copyright © 1995-2008 by mochola, last updated 0802Y2K8, best with IE5.5 1024x768px, 13 sec over 56.6 bps